
Justyna Kowalczyk w poruszającym wywiadzie dla TVP Sport, przyznała, że płakała po porażce z Marit Bjoergen. Stwierdziła też łamiącym się głosem, że jej walka z astmatykami w sporcie jest skazana na porażkę. – Wiem doskonale, że to jest walka z wiatrakami. Wchodzą w to za duże pieniądze. Ale to jest dla mnie po prostu jedno wielkie oszustwo… Biegaczka zdaje sobie sprawę z tego, że jej protest niewiele zmieni w sprawie astmatyków, którzy zdobywają medale na największych imprezach sportowych. Pani Kowalczyk jest jednak gotowa narazić swój wizerunek i nie milczeć w tej sprawie. Autorytet w kwestii antydopingu prof. Werner Franke stwierdził niedawno, że użycie leków przeciwastmatycznych w sporcie, to jawny doping i wszyscy o tym świetnie wiedzą. Leki te zwiększają pojemność płuc i chronią przed zimnem. Różnica w zmęczeniu pomiędzy osobą „chorą na astmę” a zdrową jest ogromna.
Polka w swoich przekonaniach wcale nie jest odosobniona. O tym problemie zaczyna być głośno. Ostatnio na ten temat wypowiadała się Słowenka Petr Majdić. Pani Justyna nie neguje tego, że w sporcie – jak i w życiu – można spotkać osoby chore. Pozostaje jednak pytanie o to jaki jest procent ludzi chorych w całym sporcie w różnych dyscyplinach. Nie można wierzyć sportowcom, którzy nagle przed wielkimi wydarzeniami sportowymi zaczynają chorować, a z tych wydarzeń przywożą medale o których wcześniej nawet nie mogli marzyć.
